święta, święta i po świętach. a pod choinką między innymi stado pięknych noży, nożyczki do ziół, silikonowa mata, wybornie, wybornie.

NOM

pisanie o jedzeniu jest jak z mówieniem o seksie. kucharz gawędziarz to ze mnie nie jest, regularnie staram się eksplorować bardziej lub mniej nieznane rewiry. przez to jednak najlepiej wychodzi mi dodawanie obrazków na bloga. ten zdecydowanie był godny pokazania go tutaj! <3

source: karolina on pinterest

tak. zrobiłam sobie pinteresta. wkręciłam się w tę wizualnie przyjemną formę i tam trochę oglądam, a trochę planuję dodawać kontentu własnego. pierwszy aplołd już dziś, świeże bułeczki (w niedzielę – niemożliwa sprawa na tutejszej ośce), już zjedzone, ale apetycznie zachowane, serdecznie polecam, kal.

fiksacja. :D

szukałam ostatnio żelatyny w małym kerfie. kerfurze, znaczy. a skoro już znalazłam magiczną półeczkę z artykułami, które nie wiadomo gdzie powinny być – przynajmniej do momentu, kiedy uświadomisz sobie po połowie godziny chodzenia między półkami, że to nie na przyprawach, tylko raczej przy cukrze – skoro udało mi się tam dotrzeć, to zostałam w jej magicznym przyciąganiu.

co może być na takiej kuszącej półeczce? fixy. nie ma mojego handymana, to poczułam potrzebę coś sama naprawić. zobaczyłam żelfix – od razu chciałam zrobić jakiś dżem. ale panie, trochę za późno na dżemy, więc stwierdziłam, że żel-atynę kupuję, to żel-fix kupię następną razą, ale jakiś fix kupić musiałam. i padło na fix do ubijania śmietany. stwierdziłam: a, cholera, nie wiem, co to robi, ale wezmę, pewnie będzie fajniejsza bita.

kupiłam, zrobiłam, entuzjazmu ni ma. nie wiem dalej, co to robi, oprócz śmiechawy z idiotycznej instrukcji obsługi. do 200-250ml chłodnej śmietanki 30 lub 36% – jak dotąd wszystko jasno i klarownie – wsypać zawartość torebki zmieszanej z cukrem pudrem. już widzę, że będę wcześniej wsypywać do miseczki proszek z saszetki i cukier puder, żeby później wsypać go razem. i po cholerę razem?

nie odkryłam tej tajemnicy spożywczej, nie tym razem, watsonie. za to bita sprawowała się dobrze na smażonych gruszkach na cieście francuskim – to taki skrót myślowy do szarlotki na ciepło z lodami waniliowymi. dobra sprawa też na jakieś obiadki, bo każdą część można przygotować wcześniej i jedynie podgrzać w piekarniku i na patelni. polecam jednak podawanie tego z miseczkami ciepłej wody i ręczniczkami, bo uciapranie się gwarantowane. chyba że to tylko ja i moja nieodparta ochota wchłaniania pełną gębą. ilustracja do ostatniego zdania odmieniająca nieco interpretację tego emotikonu – :D.

sposób na podgrzanie atmosfery a`la kal:
wyciągnąć świeżo umytą, jeszcze gorącą patelnię ze zmywarki i wsadzić ją sobie pod koszulkę.

food lova

it’s beautiful, it’s true!

Blog na WordPress.com.