będzie coś dobrego

mam duży problem z nazwami własnymi. nie chodzi tylko o to, że nie respektuję ich dużych liter i czasem nie odmieniam zagranicznych nazw mimo ich przyjęcia się do powszechnego użytku w języku polskim – i, nie, wcale nie mówię o radiu tylko o ikei, bo jak niektórzy dobrze wiedzą, jadę najczęściej do ikea – mam za to na myśli nazwy tego, co robię do jedzenia.

pomyślcie przez chwilę, ile razy jedliście makaron z sosem śmietanowym z boczkiem, a ile razy tagliatelle carbonara i o ile bardziej to drugie było smaczne. kiedy proponuję komuś, żeby wpadł na obiad, zazwyczaj ograniczam się do określenia „będzie coś dobrego, zobaczysz” – bo nie jestem w stanie skrzętnie wykreślić niepotrzebne z opisu składniki tak, żeby brzmiało to dobrze.

bo ja czuję to jak będą smakować podsmażone pieczarki z podsmażonym kurczakiem w sosie ze śmietanki, ementalera i gorgonzoli z jajecznym tagliatelle. wszystko super, mnie już ślinka cieknie – ale tylko i wyłącznie dlatego, że jestem w stanie sobie wyobrazić smak dość dokładnie po wymienieniu wszystkich składników. niestety z tym problem jest taki, że – po pierwsze, sprzedajesz cały przepis już na dzień dobry, a najlepsze dania to przecież wielkie tajemnice, tak jak ta sałatka z rozariosa, której sosu nie mogę rozgryźć już od dwóch lat – a po drugie, nie brzmi to dobrze: spaghetti arrabiata to o wiele lepiej niż sos z pomidorów śliwkowych z ostrą papryczką jalapeño podawany z odrobiną grana padano, na przykład.

wszyscy dobrze wiemy, że dobra nazwa sprzeda się sama.

pierożki babci stasi.

kurczak po tajwańsku.

herbata z prądem.

nie ważne, kto jest dostarczycielem tego prądu, wszyscy będą wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. mnie chodzi o to, żeby dania nie były oklepane, ale żeby miały trochę charakterności, mały zadzior, który znokautuje wasze podniebienia. problem tkwi w tym, że nie mogę wszystkiego nazywać „po krakowsku” lub „a`la michałowska”, a moje chłopskie pomysły na kaszę z sosem pomidorowym na miodzie podawaną z trzema rodzajami serów niekoniecznie sprawiają, że to coś «gourmet», co zasługiwałoby na «fancy» restauracyjną nazwę.

nie rozwiązałam wciąż tego dylematu, więc póki co – zapraszam was na dobry obiad. będzie zjadliwe.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: