dolcze, witam

na sterydach nie jestem, motorka w d* nie mam, ale i tak zapierdalam na pełnych obrotach. kuchnia się zmienia w garkuchnię, gotowanie to plany na wojnę i walka o przetrwanie. jest godzina 21:30, a ja jeszcze muszę obrać ziemniaczki, ugotować je i skończyć dzisiaj robić żurek, bo jutro na to nie będzie czasu. oczy mi się kleją, ale ochoczo obieram ugotowane na twardo jajka – nawet na to nie będzie dziesięciu minut.

w tak zwanym międzyczasie mam straszne ochoty na słodkie. cokolwiek! byle szybko, bo zaraz trzeba znów zacząć zapierdalać. i wtedy przypomniały mi się dwie cudowne rzeczy, o których sobie człowiek przypomina co jakiś czas i odkrywa je na nowo. pieczone jabłka i bułeczki z masłem i miodem. jabłko z wydrążonym środkiem, do środka łyżeczkę miodu, do naczyna żaroodpornego, do piekarnika, może dwadzieścia minut później – włala. a jak masz świeżą bułeczkę, smarujesz ją dobrze masłem (nie bójmy się masła, powiedziała ciocia child), a potem nawalasz miodku. MIAU.

niniejszym zostawiam was z waszymi marnymi czekoladami i cukierkami z folijek. nic nie przebije spadziowego miodu z pasieki osiemdziesięcioletniego bartnika.

Advertisements

One thought on “dolcze, witam

  1. Hmm. Pieczone jabłka? No nie wiem. Ja wiem tylko, że czasem – jeśli się chce – to wyciągnę graty z piekarnika i na czas jakiś wrzucę tam sobie dwie buły na śniadanie czy kolację, co by je tak fajnie chrupkimi i ciepłymi uczynić. Nawet jeśli kupione tego samego dnia, to smakują jeszcze lepiej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: